Ależ to były dwa pracowite dni. Przez internet zamówiliśmy drzewa i krzewy (ceny zdecydowanie niższe niż na bazarach). Jedyny minus to taki, że niektórych trzeba było wziąć 10 sztuk. Zdecydowaliśmy się na świdośliwę (10 szt), dereń jadalny (10 szt), modrzew (10 szt), pigwowiec (10 szt), rokitnik (10 szt), tamaryszek(10 szt), porzeczkę czarną (10 szt), jabłoń antonówkę (1 szt), jabłoń Champion (1 szt), gruszę faworytkę (1 szt), gruszę konferencję (1 szt), wiśnię groniastą (1 szt), wiśnię łutówkę (1 szt). Do tego mieliśmy z innego źródła jeżyny bezkolcowe i pędy truskawek. To oznaczało pracę od świtu do nocy.
Jak zwykle trafiliśmy na kolejne zakopane śmieci i wielkie wapienne tafle co spowalniało pracę. Za to doceniłam posiadanie studni, pompy i długiego węża- obyło się bez noszenia wody w wiaderkach.
Ale mimo wysiłku frajdę mieliśmy ogromną i cieszyliśmy się jak dzieci. Na szczęście pogoda była wręcz idealna do takich prac.
Cały weekend towarzyszyła nam kotka sąsiadów, która wszędzie musiała zajrzeć...
a wieczorem zostałam wygoniona przez kocurkę :P
Poczyniliśmy też pierwsze kroki w kierunku wymiany dachu. Zatrudnimy naszego sąsiada, który jest niesamowitym fachowcem a do tego przesympatycznym, kulturalnym mężczyzną. Na razie jesteśmy na etapie wyceniania kosztów materiałów...
poniedziałek, 13 października 2014
środa, 1 października 2014
poniedziałek, 15 września 2014
podłączenie do wodociągu
W sobotę pod chatkę podjechał ciężki sprzęt. Ale od początku...
Żeby cokolwiek zrobić w temacie wody, potrzebowaliśmy mapki do celów projektowych, którą wykonuje geodeta. To kosztowało nas 300 zł (miało 500-600 zł, ale ponieważ zleciliśmy geodecie wznowienie granic działki, udało się wynegocjować niższy koszt mapki).
Z mapką zgłosiliśmy się do przemiłej pani projektantki z Włoszczowy, która wymierzyła wszystko, co potrzebne do przygotowania projektu, wykonała projekt a także zadbała o wszelkie pozwolenia. Sami nie musieliśmy nigdzie jeździć - odebraliśmy gotowy komplet dokumentów. Zapłaciliśmy 600 zł (łącznie z opłatami urzędowymi).
I tak w sobotę mogła już przyjechać firma, która wykonała przyłącze. Panowie byli świetnie przygotowani, wszystko odbyło się szybko i sprawnie, mimo, że musieli przewiercić się pod drogą. Ogromny profesjonalizm i kultura. Zapłaciliśmy tylko 1600 zł (ok. 10 m, cena z materiałami)
Żeby cokolwiek zrobić w temacie wody, potrzebowaliśmy mapki do celów projektowych, którą wykonuje geodeta. To kosztowało nas 300 zł (miało 500-600 zł, ale ponieważ zleciliśmy geodecie wznowienie granic działki, udało się wynegocjować niższy koszt mapki).
Z mapką zgłosiliśmy się do przemiłej pani projektantki z Włoszczowy, która wymierzyła wszystko, co potrzebne do przygotowania projektu, wykonała projekt a także zadbała o wszelkie pozwolenia. Sami nie musieliśmy nigdzie jeździć - odebraliśmy gotowy komplet dokumentów. Zapłaciliśmy 600 zł (łącznie z opłatami urzędowymi).
I tak w sobotę mogła już przyjechać firma, która wykonała przyłącze. Panowie byli świetnie przygotowani, wszystko odbyło się szybko i sprawnie, mimo, że musieli przewiercić się pod drogą. Ogromny profesjonalizm i kultura. Zapłaciliśmy tylko 1600 zł (ok. 10 m, cena z materiałami)
niedziela, 24 sierpnia 2014
myszy i grzyby
Zakupione przez allegro żywołapki zdały egzamin. Zapadki działały bez zarzutu, a dodatkowym plusem pułapki jest to, że może do niej wejść kilka myszek (do naszej weszły dwie). Myszy zostały wyniesione na odludzie - niech szukają szczęścia gdzie indziej
Popołudniowa szwędaczka po bezdrożach... Nornica, która myśli, że jej nie widać i ślady po żurawiach...
Niedziela przywitała nas taką pogodą jak poniżej... Ale kiedy tylko się przejaśniło ruszyliśmy na grzyby. Pierwszy kosz uzbieraliśmy nie oddalając się nawet 500 m od domu, więc po obiedzie postanowiliśmy pójść dalej i w część lasu, której nie znamy. Nasza orientacja w terenie jest dobra póki nie ma grzybów, ale kiedy kluczymy od zagajnika do zagajnika i jeszcze gdzie nie spojrzeć tam piękne podgrzybki - zaczyna być problem. Trochę pobłądziliśmy, a mając świadomość, że te lasy ciągną się dziesiątkami kilometrów, zaczęło być nerwowo. Buty dawno przemoczone, ciążyły niemiłosiernie; żadnych znajomych widoków... Do naszej wsi trafiliśmy zupełnym przypadkiem... Za to już wiem, co Paweł dostanie na urodziny... lokalizator GPS...
Popołudniowa szwędaczka po bezdrożach... Nornica, która myśli, że jej nie widać i ślady po żurawiach...
A te dwie kocie damy to znak, że obiad już prawie gotowy
Niedziela przywitała nas taką pogodą jak poniżej... Ale kiedy tylko się przejaśniło ruszyliśmy na grzyby. Pierwszy kosz uzbieraliśmy nie oddalając się nawet 500 m od domu, więc po obiedzie postanowiliśmy pójść dalej i w część lasu, której nie znamy. Nasza orientacja w terenie jest dobra póki nie ma grzybów, ale kiedy kluczymy od zagajnika do zagajnika i jeszcze gdzie nie spojrzeć tam piękne podgrzybki - zaczyna być problem. Trochę pobłądziliśmy, a mając świadomość, że te lasy ciągną się dziesiątkami kilometrów, zaczęło być nerwowo. Buty dawno przemoczone, ciążyły niemiłosiernie; żadnych znajomych widoków... Do naszej wsi trafiliśmy zupełnym przypadkiem... Za to już wiem, co Paweł dostanie na urodziny... lokalizator GPS...
wtorek, 19 sierpnia 2014
na grzyby
I kolejny w weekend w dobrym towarzystwie! Tym razem odwiedzili nas Agnieszka i Wojtek. Mam nadzieję, że też miło wspominają to spotkanie, mimo pewnych niedogodności np. myszek, które jak na złość wprowadziły się do domu akurat teraz... Za to goście mogli sami znaleźć jedzenie w lesie - ot taka atrakcja :P
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
pierwsi goście
Do tej pory do naszej chałupki zabraliśmy nasze mamy. Mama Pawła wydała z siebie długie i smutne westchnienie, a po chwili dodała: "powoli wszystko tu zrobicie". Z moją było gorzej. Kiedy podjeżdżaliśmy, wypaliła: "to ta szopa?". I tyle... Było to na tyle deprymujące, że dla własnego zdrowia psychicznego na długi czas daliśmy sobie spokój z pokazywaniem naszych włości. Na sobotę przyjechali Kasia i Michał z dzieciakami. Czy im się podobało - tego nie wiem, bo są za dobrze wychowani na całkowitą szczerość, ale było miło :)
Dzieciaki się bawiły (najmłodsza zadekowała się w kaście, w której grzała się na słońcu woda, starsza była moją pomocnicą). Poza tym chłopcy przynieśli regały od sąsiada i w końcu mam gdzie chować nasze rzeczy, a także przenieśli łóżka do pokoju. Cieszę się, że to nie musiałam się z tym mordować!
Później zajęli się przygotowaniem ognia. Michał przygotował genialne udka z lawendą, które piekły w specjalnym naczyniu przykrytym popiołem, a ja na woku przyrządziłam ziemniaki z cukinią i suszonymi pomidorami. Było pysznie, sielsko...
Od sąsiada razem z regałami dostałam firanki i karnisze a kiedy odjeżdżaliśmy wałówkę z ogórkami i pomidorami z ogródka - każdemu życzę takich sąsiadów!!!
Wino. czerwone wytrawne. Pomaga w zachowaniu optymizmu wTrakcieRemontowego.
Kosiarka - sprawdza się bez zarzutu. Krótka trawa - mniej komarów.
Pokój bez tynków. Za to z firankami od sąsiadów!
Dzieciaki się bawiły (najmłodsza zadekowała się w kaście, w której grzała się na słońcu woda, starsza była moją pomocnicą). Poza tym chłopcy przynieśli regały od sąsiada i w końcu mam gdzie chować nasze rzeczy, a także przenieśli łóżka do pokoju. Cieszę się, że to nie musiałam się z tym mordować!
Później zajęli się przygotowaniem ognia. Michał przygotował genialne udka z lawendą, które piekły w specjalnym naczyniu przykrytym popiołem, a ja na woku przyrządziłam ziemniaki z cukinią i suszonymi pomidorami. Było pysznie, sielsko...
Od sąsiada razem z regałami dostałam firanki i karnisze a kiedy odjeżdżaliśmy wałówkę z ogórkami i pomidorami z ogródka - każdemu życzę takich sąsiadów!!!
Wino. czerwone wytrawne. Pomaga w zachowaniu optymizmu wTrakcieRemontowego.
Kosiarka - sprawdza się bez zarzutu. Krótka trawa - mniej komarów.
Pokój bez tynków. Za to z firankami od sąsiadów!
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































