poniedziałek, 7 maja 2018

Majówka minęła pracowicie. Znów w temacie remontu weszliśmy w fazę mało efektowną, brudną i męczącą. Wiemy już, że Paweł murarzem nie zostanie (nie dlatego, że źle mu to wychodzi, po prostu tego nienawidzi). Ja zaś czyściłam z farby resztę starych dech podłogowych (opalanie i szlifierka kątowa) - też nic przyjemnego. Oczywiście nie samą pracą człowiek żyje - fauna i flora jak zwykle zachwyca i zadziwia









niedziela, 8 kwietnia 2018

szklarnia tanim kosztem

        W lutym, kiedy zima była w odwrocie, Paweł rzucił pomysł budowy niewielkiej szklarni. Z entuzjazmem omówiliśmy co i jak. Warunek był jeden - ma być tanio (w tym roku w planie jest wykonanie wszelkich instalacji w domu, więc nie wydajemy pieniędzy bez potrzeby) i ma być w miarę estetyczna.
        Stanęło na tym, że zamówiliśmy w tartaku drewno na konstrukcję, z allegro folię szklarniową, a z pobliskiej wsi przywieźliśmy stare okna (za darmo). Jak na złość zima wróciła i z miłego skręcania konstrukcji na świeżym powietrzu wyszła walka o przetrwanie. No dobra, przesadzam... Ale momentami było ciężko - mróz, wiatr, śnieg...
       Szklarnia ma 4,30 x 2,70 m. Tę wielkość wymusiły wymiary okien.
Całość kosztowała niecałe 500 zł (drewno ok 350 zł, folia 45 zł + wkręty i kątowniki)
 Ramy okienne pomalowałam, żeby stały się mniej widoczne.


początki


ścianka



Przygotowanie  terenu  - skuwanie starego betonu


Koci pomocnik. Przecież bez kota się nie uda


Foliowanie dachu



Okna przykręcone, w środku rozsada zasiana. No i zima pierwszego dnia wiosny


Na szybach umieściłam naklejki, żeby żaden ptaszek nie ucierpiał uderzając w szybę


Po malowaniu


Rosada

  
 Już prawie gotowa.  Brakuje jeszcze kilku zastrzałów. Niedługo zamontujemy też małe rynienki, żeby pozyskiwać  deszczówkę


niedziela, 18 marca 2018

ptasi goście

Zima w drugiej połowie marca daje w kość ptakom (i nie tylko). Biedaki zamiast szukać miejsc lęgowych szukają pokarmu








wtorek, 2 stycznia 2018

zimowy pejzarze

Zaczynam naprawdę lubić zimę. Oczywiście nie tę w mieście, gdzie śnieg o ile spadnie przemienia się natychmiast w burą breję a powietrze jest gęste od smogu. Nie dziwię się sobie, że tak długo zimę traktowałam jak przykrą konieczność. 
Wypady poza miasto i na wieś diametralnie zmieniły moje nastawienie.
Zimowe światło jest niesamowicie piękne








Na zdjęciu poniżej można dostrzec parę żurawi (niestety nie zabrałam odpowiedniego obiektywu)



sobota, 2 grudnia 2017

Długie wieczory sprzyjają różnym ręcznym robótkom... Odgrzebałam moje krzesła "skoczki", które usiłuję wyczyścić ze starej farby. Ręcznie, za pomocą papierów to chyba zbyt monotonna praca dla mnie. Zafundowałam sobie multinarzędzie oscylacyjne, które nieco ułatwia szlifowanie. Szlifuje się długo i powoli, ale i tak szybciej niż ręcznie. Plusem tego narzędzia jest jego niewielki rozmiar i nie muszę się obawiać wżerów (kto pracował ze szlifierką kątową, ten wie, o czym mówię).




Poza tym staram się doceniać drobiazgi i małe przyjemności... Co nam innego zostaje ;)


poniedziałek, 27 listopada 2017

koza i plany

Wiele osób się dziwi po co jeździmy do chatki o tej porze roku i co robimy nie mając telewizora ani radia. Poza typowym relaksem z kieliszkiem wina przy piecyku, to dobry czas na porządki wokół siebie i w swoich głowach. Te ostatnie tyczą się planowania kolejności przyszłych prac, obgadywanie technicznych aspektów.
Główny temat na przyszły rok to instalacje. Żeby wyrobić się musimy wczesną wiosną wynieść wszystkie klamoty z domu, zerwać podłogi i zrobić pierwszą warstwę wylewki. Wtedy wejdzie firma, która zajmie się instalacją wodną i CO.
Po 3 latach poszukiwań zadecydowaliśmy się na taką oto serbską kozę z wężownicą. Na zdjęciu może nie wyróżnia się specjalnie, ale miałam okazję obejrzeć ją z bliska - jest piękna i estetyczna, a patrząc na tę szybę, nie mogę się doczekać zimowych wieczorów i widoku płonącego polana.
Problem ze znalezieniem czegoś, co by spełniało nasze oczekiwania, był ogromny. Po pierwsze piec musi mieć odpowiednią moc oraz wężownicę, do tego ma stać w salonie z aneksem kuchennym - ma być estetyczny. Większość pieców okazywała się za mocna albo szpetna okrutnie, a to co było jeszcze do przyjęcia okazywało się nie na naszą kieszeń.


czwartek, 16 listopada 2017

kolejna rocznica

    Kiedy jest mi źle i nie mam już na nic siły, patrzę na to zdjęcie zrobione dokładnie 16 listopada, ale kilka lat temu i czuję ogromną dumę ale i niedowierzanie, że tacy ludzie jak my - zawsze zachowawczy i rozsądni,  porwaliśmy się na takie wariactwo jak kupno rudery.
    Nadal jestem zadowolona z decyzji mimo ciągłych wyrzeczeń. Teraz np. odkładam każdy grosz na narzędzie wielofunkcyjne oscylacyjne, w przyszłym roku planujemy zakup pieca i wykonanie instalacji CO. Przydałaby się wygrana w totka, albo przynajmniej stale spływające zamówienia :)