poniedziałek, 20 marca 2017

czekając na wiosnę

Rudy gość 


Mąż bohater - mino deszczu, zimna i wrednego wiatru zrobił budkę dla wróbli u szczytu domu.
 

budka dla trzmiela


pierwsze sianie
 

czwartek, 16 marca 2017

remont - serial, który się nie kończy

        Tak to już jest, że kiedy jedni leżą do góry kołami (patrz pierwsze zdjęcie) inni pracują. Sąsiadowy burason  rozpanoszył się jak widać, ale mam słabość do tej kociej bezczelności

        Mimo, że w weekendy jest jeszcze zimno jak cholera, przyjeżdżamy pracować. Łapy marzną, w kościach łamie a my skaczemy po drabinach usiłując skończyć podbitkę zachowując przy tym wszystkie palce i kończyny w całości . Zaczynam szczerze jej nienawidzić. Nad werandą, która okazała się najważniejszym miejscem i pracy, i wypoczynku, podbitka już prawie skończona. To prawie pewnie zajmie jeszcze 2 weekendy...
       Poza tym Paweł resztkami sił buduje budki dla ptaków a ostatnio też dla trzmieli, a ja w tym czasie usiłuję rzeźbić (na razie nie ma się czym chwalić) i szlifuję 80-letnie dechy na podłogę do sypialni.
       Oficjalnie stwierdzam, że na działce nie mam już miejsca choćby na jedno drzewo więcej. Ostatnio zakupione jabłonie i grusze z trudem powciskaliśmy w każdy możliwy kąt. Żadnych drzew więcej!







niedziela, 8 stycznia 2017

zima - styczniowy weekend

Taką zimę można pokochać. Śnieg, mróz, przepiękne okoliczności. Zaliczyliśmy -28 stopni w nocy, i prawie -20 w dzień.
Cudowny, bardzo aktywny weekend

"po co robisz, wariatko, zdjęcie skarpet skoro ja tu jestem"




















niedziela, 25 grudnia 2016

prezent

Z moim zdrowiem jest już znacznie lepiej. Mam nadzieję, że ten stan się utrzyma jak najdłużej. Chciałabym podziękować wszystkim za telefony i maile.

Nie mam w zwyczaju chwalić się otrzymanymi prezentami, ale ten jest wyjątkowy. Po pierwsze jest od mojego męża, po drugie - wykonał go samodzielnie.
Może nie jest to typowy prezent dla kobiety, ale kto powiedział, że ja jestem typowa. Jestem zachwycona!!! Ostrze jest jest jedynym elementem gotowym, ma sygnaturę Marcina Tomaszewskiego. Rękojeść powstała z kawałka starego dębu (był elementem naszej studni), do tego miedziane elementy, pochwa z grubej skóry i mnóstwo godzin pracy (Paweł znikał z domu już od listopada).
Wypalenie pochewki było już moją inwencją twórczą (swoją drogą fantastycznie wypala się na skórze)

Tymczasem życzę wszystkim pięknych i spokojnych świąt!






środa, 21 grudnia 2016

gorszy czas

Ech... Ostatnio źle się podziało. Najpierw sporo pracy, potem złamane biodro babci, teraz moje niezdiagnozowane problemy za zdrowiem. Zamiast dekorować dom przed świętami spoglądam z niepewnością w lusterko czy na pewno rozpoznam swoją twarz. Chyba to alergia, ale nie mam już pomysłu na co. Wykluczyłam już tyle rzeczy... Zaczęło się od niewielkich zmian na skórze, teraz pół twarzy wygląda jak poparzona i puchnie. Na razie końskie dawki sterydów nie dają efektu.
Kto tu zagląda niech pomyśli o mnie ciepło...

poniedziałek, 14 listopada 2016

elewacja i listopadowy urlop

       Ostatnie 9 dni spędziłam na wsi trochę dotrzymując towarzystwa ekipie remontowej, trochę odpoczywając. Urlop był dla mnie nieco przymusowy, bo nikt z rodziny nie mógł przyjechać, więc padło na mnie. Fakt faktem - po 10 latach bez urlopu, potrzebowałam wyjazdu, nawet jeśli miałby być samotny, w listopadzie, na wieś a nie do ciepłych krajów (te akurat mnie nie pociągają).
Od KAŻDEGO pierwsze co słyszałam, to czy się nie bałam. Nie. Nie bałam się ani mieszkać, ani spać, ani łazić sama po lesie. W duchy nie wierzę, a wieś jest wyjątkowo spokojna.  Miałam czas dla siebie, mogłam odwiedzić sąsiadów, a brak internetu, telewizji i radia działał naprawdę kojąco.
       Najważniejszym celem wyjazdu było dotrzymanie towarzystwa ekipie od elewacji. Specjalnie nie piszę o pilnowaniu, bo panowie, wiedzieli co robią. Starałam się nie przeszkadzać i poratowywać gorącą kawą i herbatą. Współpraca z tą firmą była prawdziwą przyjemnością. Jestem zachwycona nie tylko pracą - wiedzą, profesjonalizmem, dokładnością i czystością pracy , ale inteligencją i wielką kulturą osobistą właściciela. Na razie ściany zostały docieplone i pokryte klejem, wiosną lub latem panowie wrócą nałożyć kolor. Tu też widzę niezrozumienie w oczach, kiedy mówię, że kolor będzie szary. Powiem szczerze, że nie widzę innego koloru, który współgrałby z drewnianą obitką. Pod uwagę braliśmy biel i różne odcienie szarości. Stanęło na jaśniuteńkiej szarości bez żadnych ozdobników przy oknach czy drzwiach - prosto, skromnie, elegancko.






Idąc za ciosem w weekend Paweł wraz ze swoim nieocenionym kuzynem Krzyśkiem zabrali się za robienie podbitki. Nie sądziłam, że to cholerstwo jest tak trudne do położenia na suficie. Chłopcy mordowali się dwa dni ze zrobieniem prostego stelaża, deskowanie dopiero zaczęte.



I kilka fotek z samotnych wędrówek...