poniedziałek, 4 marca 2019

początek marca

Ostatnio chodzę wściekła jak osa i coraz mniej lubię ludzi za to jak niszczą wszystko wokół siebie - za bezsensowne wycinanie drzew, za wywożenie śmieci do lasu lub wyrzucanie ich do rowu prosto z samochodu, za wylewanie szamba gdzie popadnie, za palenie w piecach plastikiem, za kłusownictwo. Jestem coraz bardziej rozczarowana poziomem moralnym i etycznym Polaków, tą bylejakością z jednoczesnym przekonaniem o swojej wyjątkowości...

Jedyna odskocznia to podglądanie natury. Wieści z podwórka: wiewiórka buduje gniazdo kilka metrów od werandy- mam nadzieję, że przyzwyczai się do mojej obecności.
Karmnik spełnił swoją rolę - przyciąga jednocześnie kilkadziesiąt ptaków (mazurki, sikory, zięby, czyże, szczygły, kowaliki) a okoliczne koty nie próbują na nie polować, bo nie są w stanie podkraść się niezauważone.










Nowy nabytek (właściwie stary) - sieczkarnia



niedziela, 17 lutego 2019

Rycerka górna - Wielka Racza - Przegibek

W tym sezonie to już raczej ostatnia zimowa wycieczka. Dojechaliśmy do Rycerki Górnej a stamtąd ruszyliśmy żółtym szlakiem na Wielką raczę. Pogoda nas pozytywnie zaskoczyła i szybko zorientowaliśmy się, że mamy na sobie zbyt dużo ubrań.




Widoki z Wielkiej Raczy






Ruszamy na Przegibek





Trasa przez las dała nam porządnie w kość. Szlak był rzadko uczęszczany, a przez odwilż co raz wpadaliśmy po kolana w twardy mokry śnieg. Budy zaczęły przemakać mimo tony impregnatu.




Widok na Bendoszkę Wielką, niedaleko której znajduje się schronisko na Przegibku.



Zejście z Przegibka już częściowo po zachodzie słońca. Jeżeli jeszcze kiedyś znajdę się tu zimą, wybiorę dróżkę dojazdową do schroniska, bo zejście szlakiem wąską ścieżynką w śniegu, który osuwał się spod stóp, przyprawiało mnie o zawał.


poniedziałek, 11 lutego 2019

Klimczok

Kolejna górska wycieczka. Tym razem naszym celem był Klimczok - wyjście z Brennej przez przełęcz Karkoszczonkę. Poszło całkiem sprawnie, więc po krótkim odpoczynku w schronisku na Klimczoku (o borze szumiący, jaka pyszna kwaśnica) ruszyliśmy na Błatnią. Warunki świetne, widoki cudowne- pełen relaks mimo silnego wiatru. 
Pierwszy raz w życiu mam nadzieję, że zima jeszcze trochę potrwa!











poniedziałek, 28 stycznia 2019

Błatnia + przełęcz Salmopolska

Remont wstrzymany do wiosny, można pomyśleć o fajnym wykorzystaniu czasu wolnego. Przyznam się, że nienawidzę przełomu stycznia i lutego. Co roku łapię chandrę, jeśli dochodzą do tego inne problemy, jest jeszcze gorzej. W tym znalazłam sposób na zastrzyk endorfin - jednodniowe wypady w Beskidy. Na razie stawiam na łatwe trasy przez słabą kondycję (przynajmniej mięśnie działają jak trzeba), natomiast całe to zimowe otoczenie daje mi porządnego energetycznego kopa.

Szlak na Błatnią (od strony Brennej)











Przełęcz Salmopolaska




niedziela, 6 stycznia 2019

thermo vesta



Uff! Ogrzewanie działa! Pan F. zgodnie z obietnicą przyjeżdżał i powoli dłubał, dłubał aż wydłubał. Instalacja wygląda fachowo (subiektywna ocena), więc nie przewiduję problemów. Trochę przerażał mnie styl pracy Pana F. czyli wszechobecny bałagan- podłogi były wręcz usłane rurkami, kolankami, sprzętem wszelakim, a Pan F. potrafił 10 razy dziennie pytać swojego pomocnika, gdzie ołówek. Kończąc pracę oczywiście ten bajzel zostawiał na naszej głowie (ależ z rozrzewnieniem wspominam ekipę od tynków, którzy zostawili większy porządek niż zastali). Na szczęście wydaje mi się, że to jedyny minus, bo Pan F. pracował w skupieniu, powoli i dokładnie. Z chaosu wyłoniła się instalacja.
Z ciekawością odpaliłam piecyk - po jakimś czasie kaloryfery cieplutkie a woda w zbiorniku obłędnie gorąca.
Napiszę kilka słów o piecu, może komuś się przyda, bo sama szukając pieca do małego domu, trudno było znaleźć jakieś bardziej szczegółowe informacje poza kilowatami.
Chatka ma tylko 45 m2, więc ze względu na ograniczoną ilość miejsca i konieczność ogrzania przyszłej łazienki wybór padł na serbski piec wolnostojący Thermo Vesta z płaszczem wodnym. Pan F. podłączył do niego łącznie 5 niewielkich kaloryferów (1 przy drzwiach wejściowych, 1 w łazience, 2 malutkie w salonie i 1 w sypialni) i zbiornik na wodę 120 l.
Piecyk zwrócił moją uwagę swoją estetyką. Wykonany jest z odlewów żeliwnych i grubej emaliowanej blachy (boki). Jeden minus - otwiera się go prawą ręką, a drwa dorzuca lewą, co dla osoby praworęcznej jest kłopotliwe (drzwiczki trzeba trzymać, bo  ze względów na bezpieczeństwo samoistnie się przymykają). Rozpalanie jest banalnie proste w porównaniu do naszej dziurawej kozy. Przy rozpalaniu warto otworzyć popielnik. Górna płyta choć nie służy do gotowania to nagrzewa się prawie do 100 stopni, więc odgrzewanie idzie na niej całkiem dobrze. Trochę wyobraźni i kulinarnie też można ją wykorzystać. A skoro już o kulinariach - popielnik też jest spory, ziemniaczki już piekłam a w planie jest upieczenie pstrąga. Komora palenia jest niewielka w porównaniu z typowym kominkiem, więc nawet przy paleniu sezonowanym drewnem liściastym, szyba po kilku godzinach jest mocno okopcona i warto ją umyć przed kolejnym rozpaleniem.
Piecyk nie jest wielki, więc idealnie wpisze się jako część aneksu kuchennego.Ogólnie jest to fajna alternatywa dla tradycyjnego kominka. Polecam dla ludzi, którzy lubią dorzucać szczapki i patrzeć na ogień

czwartek, 6 grudnia 2018

może będzie ciepło

Jest! Jest hydraulik! Po miesiącach przeróżnych perypetii, znaleźliśmy pana, który zrobi dla nas centralne ogrzewanie  (taką mam nadzieję). Pan F. zgodził się przyjeżdżać do nas w soboty, co i jemu, i nam jest bardzo na rękę. Czy Pan F. jest dobrym fachowcem, tego na razie nie wiem. Poczekamy na efekty jego pracy. Przed nami druga sobota.
Choć  rzadko wynajmujemy fachowców, to już mamy skrajnie różne doświadczenia. A przedziwne zachowania hydraulików z ostatnich miesięcy (umawianie się, potem nieodbieranie telefonów) wprawiły mnie w kompletne zdumienie. Nie rozumiem jak można w ten sposób prowadzić działalność usługową...
Oby się udało, bo stara "koza" już jest tak przepalona, że może nie dociągnąć do świąt.