poniedziałek, 10 czerwca 2019

fiolety i róże

Wiem, znów kwiatki... Ale prawdę mówiąc  nie mam co pokazywać. Remont nie przynosi na razie żadnych spektakularnych efektów, kiedy tylko mogę wyrywam chwasty z marchewki,  a przez te nieprzyzwoicie wysokie temperatury zazwyczaj mam siłę jedynie doczłapać na werandę z dzbankiem chłodnego napoju. A! Pojawiły się komary. Cała masa komarów obrzydzająca życie!









niedziela, 2 czerwca 2019

cienista rabata

Moje ulubione miejsce - czyli weranda i cienista rabata przed nią.
W tym roku żurawki i hosty zachwycają i z tygodnia na tydzień wyglądają coraz piękniej






poniedziałek, 13 maja 2019

majowe migawki

Najwięcej dzieje się kiedy nie mam z sobą aparatu. W sobotę byliśmy na fenomenalnej wędrówce. Mieliśmy przejść wzdłuż rzeki, co zazwyczaj oznacza się przedzieranie w trudnych warunkach i nie wzięłam aparatu. To był błąd... Piękne plenery, kwietne łąki, obłoki na niebie, miękkie światło... Pierwszy raz widziałam łabędzie krzykliwe - co za zjawiskowe ptaki! Ale hitem był jeleń - dorodny byk, któremu przeszkodziliśmy w odpoczynku. Wyskoczył z zarośli, przeskoczył strumień i pospacerował po łące na skraj lasu. To było wręcz mistyczne przeżycie!
Teraz będę już zawsze targać aparat.
















wtorek, 16 kwietnia 2019

wiosna tuż tuż

      Wiosna daje mi zawsze energetycznego kopa. Nawet jeśli nie jest jeszcze do końca ciepło, ubieram się na cebulkę i witam moje roślinki budzące się po zimie.
      Wszystkie ptasie budki zajęte (w jednej zamieszkała parka kowalików), do budynku gospodarczego jak co roku powróciły kopciuszki... O, ptaków przewija się tyle, że można by długo się rozwodzić na ten temat. I ten koncert od rana!!!

      W tym roku po raz pierwszy zakwitnie nam większość drzewek i krzewów, niektóre po raz pierwszy. Oczywiście do owocu daleka droga i nie mam tu wielkich nadziei, ale cieszy mnie każdy postęp. Bądź co bądź sadzimy na VI klasie gleby. Poniżej cudna samica pawicy i pigwowiec tuż przed kwitnieniem (zapowiada się rekordowy zbiór)



czwartek, 11 kwietnia 2019

kamienna ściana

Powoli zaczynamy remont w środku. Tu już pozostaje nam własnoręczna praca - raczej na dłuższy czas wyleczyłam się z zatrudniania kogokolwiek. Poza tym kiedyś postanowiliśmy z Pawłem, że wszystko co możemy zrobić sami, choćby metodą prób i błędów, zrobimy sami.
W pierwszej kolejności mamy do ucywilizowania ścianę w sypialni. Postanowiliśmy zostawić kamień, ale wymagał on wyczyszczenia i uzupełnienia fug co by nam się na głowy nie sypało.
I tak powoli dłubiemy...
Próba z fugą glinianą zakończyła się klapą (a ile było zachodu, żeby kupić białą glinę). Stanęło na na cementowo-wapiennej - jest plastyczna na mokro i bardzo twarda po wyschnięciu.
Na zdjęciach kolejno: ściana po skuciu tynku, po oczyszczeniu i z nowymi fugami


poniedziałek, 4 marca 2019

początek marca

Ostatnio chodzę wściekła jak osa i coraz mniej lubię ludzi za to jak niszczą wszystko wokół siebie - za bezsensowne wycinanie drzew, za wywożenie śmieci do lasu lub wyrzucanie ich do rowu prosto z samochodu, za wylewanie szamba gdzie popadnie, za palenie w piecach plastikiem, za kłusownictwo. Jestem coraz bardziej rozczarowana poziomem moralnym i etycznym Polaków, tą bylejakością z jednoczesnym przekonaniem o swojej wyjątkowości...

Jedyna odskocznia to podglądanie natury. Wieści z podwórka: wiewiórka buduje gniazdo kilka metrów od werandy- mam nadzieję, że przyzwyczai się do mojej obecności.
Karmnik spełnił swoją rolę - przyciąga jednocześnie kilkadziesiąt ptaków (mazurki, sikory, zięby, czyże, szczygły, kowaliki) a okoliczne koty nie próbują na nie polować, bo nie są w stanie podkraść się niezauważone.










Nowy nabytek (właściwie stary) - sieczkarnia



niedziela, 17 lutego 2019

Rycerka górna - Wielka Racza - Przegibek

W tym sezonie to już raczej ostatnia zimowa wycieczka. Dojechaliśmy do Rycerki Górnej a stamtąd ruszyliśmy żółtym szlakiem na Wielką raczę. Pogoda nas pozytywnie zaskoczyła i szybko zorientowaliśmy się, że mamy na sobie zbyt dużo ubrań.




Widoki z Wielkiej Raczy






Ruszamy na Przegibek





Trasa przez las dała nam porządnie w kość. Szlak był rzadko uczęszczany, a przez odwilż co raz wpadaliśmy po kolana w twardy mokry śnieg. Budy zaczęły przemakać mimo tony impregnatu.




Widok na Bendoszkę Wielką, niedaleko której znajduje się schronisko na Przegibku.



Zejście z Przegibka już częściowo po zachodzie słońca. Jeżeli jeszcze kiedyś znajdę się tu zimą, wybiorę dróżkę dojazdową do schroniska, bo zejście szlakiem wąską ścieżynką w śniegu, który osuwał się spod stóp, przyprawiało mnie o zawał.