poniedziałek, 29 lipca 2019

tynki gliniane - ciąg dalszy

Teraz już z górki. Zbliżamy się do końca tego etapu czyli kładzenia 2 warstwy tynku. Na tę warstwę składa się glina piasek i słoma (oczywiście w odpowiednich proporcjach) Pierwsze ściany już wyschły i mogę odtrąbić sukces - są twarde jak kamień i świetnie związały się ze ścianą, nie ma żadnych pęknięć ani pleśni.

Naszym celem było też wyrównanie ścian. Nasza chatka nie znała czegoś takiego jak pion, poziom czy kąt prosty. Teraz jest już znacznie lepiej. Może niektórzy dobrze czują się w krzywych lepiankach, jednak ja- wychowana w blokach, potrzebuję trochę geometrii. W najbliższym czasie będę kończyć tynki a Paweł ogarnie wykończenia wokół okien i drzwi i zrobi piękne dębowe parapety.

Pamiętacie, że przy pierwszych próbach lepienia klęłam jak szewc?
Otóż wszystkiego można się nauczyć i na wszystko znaleźć sposób. Podręcznikiem o tynkach glinianych można sobie... hm... podeprzeć krzywy stół. Notatki z webinarów też niewiele się przydały. W ciągu miesiąca nauczyłam się więcej niż przez lata szperania w teorii. I zaczęło mi się to podobać, choć nadal uważam, że dla dwóch osób to cholernie ciężka praca. Także jeśli ktoś chce się nauczyć pracy z gliną, niech korzysta z wolontariatów, praktycznych kursów itp.

Jest szansa, że do końca lata w sypialni położymy końcową warstwę i pożegnam się z tym przygnębiającym kolorem...



Migawki z ogródka na deser.



Ps. Kto ma jakiś fajny przepis na ogórki w słoikach? Obrodziły w tym roku :D


poniedziałek, 24 czerwca 2019

tynk z gliny i słomy

Teraz każdą sobotę będziemy spędzać na kładzeniu glinianego tynku. Po pierwszych próbach, kiedy klęłam okrutnie na to w co myśmy się wpakowali i czemu do cholery nie położyliśmy kartongipsów jak reszta świata, nareszcie nastąpił pozytywny przełom. Zaprawa ma odpowiednie proporcje, gęstość, dobrze wiąże się z pierwszą warstwą. Nakładanie będzie trwało całe wieki i zrujnuje mój kręgosłup, ale jest szansa, że się uda. Ostatnią warstwę położymy po wyschnięciu tej i będzie już wykonana z jasno szarej gliny. Wszyscy pytają o to, czy ten kolor zostanie, otóż - NIE! Będzie całkiem standardowo

PS. Outlety płytkowe to świetne miejsca. Kupiłam fantastyczne płytki między meble kuchenne i kosztowały naprawdę niewiele


Rabaty kwiatowe mają coraz więcej kolorów. Pawłowi spodobał się pomysł powiększenia rabat i jesienią skopiemy spory kawałek (marzą mi się irysy i liliowce, a w szklarni już rosną małe hibiskusy)

Krwawnik


Pelargonie


Delikatne kwiaty żurawek 



Ostróżka


Przetacznik, a w tle miskant giganteus 


Moja najpiękniejsza róża - żadnych filtrów, podbijania kolorów. Ma już 2 m i całą masę pąków




Zastanawiałam się co posadzić w skrzynkach i żurawki okazały się strzałem w dziesiatkę


poniedziałek, 10 czerwca 2019

fiolety i róże

Wiem, znów kwiatki... Ale prawdę mówiąc  nie mam co pokazywać. Remont nie przynosi na razie żadnych spektakularnych efektów, kiedy tylko mogę wyrywam chwasty z marchewki,  a przez te nieprzyzwoicie wysokie temperatury zazwyczaj mam siłę jedynie doczłapać na werandę z dzbankiem chłodnego napoju. A! Pojawiły się komary. Cała masa komarów obrzydzająca życie!









niedziela, 2 czerwca 2019

cienista rabata

Moje ulubione miejsce - czyli weranda i cienista rabata przed nią.
W tym roku żurawki i hosty zachwycają i z tygodnia na tydzień wyglądają coraz piękniej






poniedziałek, 13 maja 2019

majowe migawki

Najwięcej dzieje się kiedy nie mam z sobą aparatu. W sobotę byliśmy na fenomenalnej wędrówce. Mieliśmy przejść wzdłuż rzeki, co zazwyczaj oznacza się przedzieranie w trudnych warunkach i nie wzięłam aparatu. To był błąd... Piękne plenery, kwietne łąki, obłoki na niebie, miękkie światło... Pierwszy raz widziałam łabędzie krzykliwe - co za zjawiskowe ptaki! Ale hitem był jeleń - dorodny byk, któremu przeszkodziliśmy w odpoczynku. Wyskoczył z zarośli, przeskoczył strumień i pospacerował po łące na skraj lasu. To było wręcz mistyczne przeżycie!
Teraz będę już zawsze targać aparat.
















wtorek, 16 kwietnia 2019

wiosna tuż tuż

      Wiosna daje mi zawsze energetycznego kopa. Nawet jeśli nie jest jeszcze do końca ciepło, ubieram się na cebulkę i witam moje roślinki budzące się po zimie.
      Wszystkie ptasie budki zajęte (w jednej zamieszkała parka kowalików), do budynku gospodarczego jak co roku powróciły kopciuszki... O, ptaków przewija się tyle, że można by długo się rozwodzić na ten temat. I ten koncert od rana!!!

      W tym roku po raz pierwszy zakwitnie nam większość drzewek i krzewów, niektóre po raz pierwszy. Oczywiście do owocu daleka droga i nie mam tu wielkich nadziei, ale cieszy mnie każdy postęp. Bądź co bądź sadzimy na VI klasie gleby. Poniżej cudna samica pawicy i pigwowiec tuż przed kwitnieniem (zapowiada się rekordowy zbiór)



czwartek, 11 kwietnia 2019

kamienna ściana

Powoli zaczynamy remont w środku. Tu już pozostaje nam własnoręczna praca - raczej na dłuższy czas wyleczyłam się z zatrudniania kogokolwiek. Poza tym kiedyś postanowiliśmy z Pawłem, że wszystko co możemy zrobić sami, choćby metodą prób i błędów, zrobimy sami.
W pierwszej kolejności mamy do ucywilizowania ścianę w sypialni. Postanowiliśmy zostawić kamień, ale wymagał on wyczyszczenia i uzupełnienia fug co by nam się na głowy nie sypało.
I tak powoli dłubiemy...
Próba z fugą glinianą zakończyła się klapą (a ile było zachodu, żeby kupić białą glinę). Stanęło na na cementowo-wapiennej - jest plastyczna na mokro i bardzo twarda po wyschnięciu.
Na zdjęciach kolejno: ściana po skuciu tynku, po oczyszczeniu i z nowymi fugami


poniedziałek, 4 marca 2019

początek marca

Ostatnio chodzę wściekła jak osa i coraz mniej lubię ludzi za to jak niszczą wszystko wokół siebie - za bezsensowne wycinanie drzew, za wywożenie śmieci do lasu lub wyrzucanie ich do rowu prosto z samochodu, za wylewanie szamba gdzie popadnie, za palenie w piecach plastikiem, za kłusownictwo. Jestem coraz bardziej rozczarowana poziomem moralnym i etycznym Polaków, tą bylejakością z jednoczesnym przekonaniem o swojej wyjątkowości...

Jedyna odskocznia to podglądanie natury. Wieści z podwórka: wiewiórka buduje gniazdo kilka metrów od werandy- mam nadzieję, że przyzwyczai się do mojej obecności.
Karmnik spełnił swoją rolę - przyciąga jednocześnie kilkadziesiąt ptaków (mazurki, sikory, zięby, czyże, szczygły, kowaliki) a okoliczne koty nie próbują na nie polować, bo nie są w stanie podkraść się niezauważone.










Nowy nabytek (właściwie stary) - sieczkarnia